Czy sędziowie sądów powinni ponosić odpowiedzialność materialną za swoje błędy?

Skazywanie na kary pozbawienie wolności osób niewinnych na szczęścia jest w Polsce rzadkością, lecz się zdarza. Wymiar sprawiedliwości, który bardzo często ulega presji społecznej w głośnych i bulwersujących sprawach potrafi skazać osobę niewinną. Ostatnia głośna sprawa niesłusznie skazanego człowieka, który spędził za kratami wiele lat, pokazuje, że Polski wymiar sprawiedliwości okazał się instytucją wyciągnięta spoza prawa. Prokurator, który oskarżał oraz sąd, który skazywał nie mają sobie nic do zarzucenia. Nie zostały wszczęte żadne postępowania w stosunku do tych ludzi oraz nie zostały wyciągnięte żadne konsekwencje finansowe. Człowiek został w finale uniewinniony, a odszkodowanie wypłaci skarb Państwa, czyli wszyscy podatnicy. Oczywiście odszkodowanie takie należy się ludziom pokrzywdzonym przez wymiar sprawiedliwości i jest sprawą bezsporną. Po tej bulwersującej został poruszony wśród społeczeństwa temat ewentualnej odpowiedzialności prokuratorów i sędziów za swoje błędy. Społeczeństwo ma już dość płacenia za błędy ludzi, którzy z nieznanych przyczyn podejmowali decyzje, których nigdy nie powinni podjąć. Nie zrozumiałe jest dla przeciętnego obywatela, z którego podatków trzeba wypłacać odszkodowania za błędy wymiaru sprawiedliwości, dlaczego mimo braku dowodów skazuje się kogoś na więzienie, zamiast szukać prawdziwego przestępcę? Ludzie wypowiadający się na forach internetowych jednoznacznie uważają, że to z majątku prokuratora i sędziego należy wypłacić poszkodowanej osobie odszkodowanie. Oczywiście środowisko sędziów i prokuratorów sprzeciwia się takim rozwiązaniom, a resort sprawiedliwości nie prowadzi prac w kierunku powstania takiego prawa. Pełna niezależność sądów, jak i prokuratury oraz brak jakichkolwiek narzędzi mogących eliminować taką patologie doprowadza rzadko, bo rzadko, ale do skazywania na długoletnie więzienie niewinnych ludzi.

Dlatego też sprawiedliwym rozwiązaniem powinno być wprowadzanie odpowiedzialności materialnej dla sędziów Sądów, którzy wydali wyrok skazujący, mimo że nie było do tego żadnych podstawa. Być może dzięki takim rozwiązaniom doczekalibyśmy się sytuacji, w której każdy człowiek miałby równe szanse na obronę. W każdym zdrowym systemie sądownictwa, to Prokurator ma obowiązek dostarczyć dowody winy oskarżonego, a sąd wykazać się bezstronnością i wydać werdykt na podstawie zgromadzony materiał. Gdyby Sędziowie Sądów wiedzieliby, że poniosą odpowiedzialność majątkową za skazanie człowieka na karę pozbawienia wolności to zapewne wyroki wydawane byłyby w oparciu o dowody a nie jakiekolwiek naciski z zewnątrz. Błędy sądów w wykazywaniu czyjejś winy od lat są bagatelizowane przez kolejne rządy. Nikt nie chce wprowadzić przepisów, które uzdrowiłyby system sprawiedliwości i uwolniły od wszelkich nacisków czy jakichkolwiek prób korumpowania. Sędziowie czy prokuratorzy nie mogliby podejmować decyzji, które będą dobre np.: dla ich kariery, ponieważ zakończyłoby się to np.: utratą całego majątku na rzecz niesłusznie skazanej osoby. Sądy, które są poza jakąkolwiek kontrolą mogą wydawać wyroki bez obaw, że ktokolwiek wyciągnie jakiekolwiek konsekwencje, jeśli będą błędne. W Polsce dość często się słyszy, że ktoś został skazany za bardzo drastyczny czyn na niewielką karę. Prokurator domaga się np.: dożywocia, a sądy potrafią skazać na 15 lub 25 lat więzienia. Mimo że czyn, jakiego dopuścili się oskarżeni był drastyczny i wymagał na najwyższy wymiar kary to z powodów, o których sąd nie musi się tłumaczyć zdecydował inaczej.

Disco Polo zawitało do telewizji publicznej – czy to dobrze?

Telewizja publiczna od lat miał problemy z konkurowaniem z prywatnymi stacjami telewizyjnymi, które od zawsze prezentowały odważniejszą ofertę swojemu odbiorcy. Ramówki telewizji publicznej od lat były sztywne i nie wykraczały poza wcześniej przyjęte wzorce. Od lat oglądaliśmy te same twarze, a koronną ofertą były programy, które prowadziły od lat te same osoby, przegrywają z konkurencją w swoich pasmach oglądalności. Odważne decyzje władz telewizji sprawiły, że telewizja publiczna zaczyna oferować program, który przyciąga coraz większą rzeszę widzów wygrywając z konkurencją. Telewizja wróciła na drogę pokazywanie tego czego oczekuje społeczeństwo, a nie tego oczekują jej władze. Telewizja publiczna nie cieszyła się tak dużym zainteresowaniem, jak prywatne stacje takie jak Polsat czy TVN. Zmiany, jakie zaszły w TVP pokazały, że to, co pokazuje telewizja nie może być uzależnione od czyiś interesów. Po zmianie prezesa do TVP zawitało disco polo, czyli najpopularniejszy w Polsce gatunek muzyki. Poprzedniej władze telewizji broniły się przed wpuszczeniem do TVP tego gatunku muzycznego. Statystyki oglądalności sylwestra z TVP pokazały, że to właśnie ta telewizja zorganizowała najlepszego sylwestra w Polsce, który zgromadził przed telewizorami rekordową publiczność. Zaproszenie disco polo do telewizji publicznej nie wszystkim się jednak podoba i jest krytykowane przez przedstawicieli innych gatunków muzycznych, które nie cieszą się zbyt dużym zainteresowaniem społecznym. Telewizja publiczna przestała być zarezerwowane dla pewnych grup artystycznych, które miały zapewnione pokazywania swojej twórczości. Dzisiaj telewizja otworzyła się na wszystkich artystów, nie odcinając się od tego, co najbardziej popularne.

Zmiany, jakie zaszły w telewizji publicznej pod względem pokazywania także disco polo są normalizacją, które otwiera drzwi każdemu rodzajowi sztuki, który jest społecznie akceptowalny i poszukiwany. To społeczeństwo statystykami oglądalności pokazuje co im się podoba, a co nie. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom słuchaczy najpopularniejszego gatunku muzycznego w Polsce Disco Polo pokazywane jest przy okazji np.: imprezy sylwestrowej czy transmitowane są festiwale na antenie TVP. To, co słucha każdy człowiek jest kwestią gustu i mówienie, że coś jest kiczowate i nie wolno tego dopuszczać do szerszego odbioru było dyskryminacją szeroko słuchanego gatunku muzycznego. Poszanowanie woli dużej grupy społecznej i otworzenie się na całe społeczeństwo, a nie tylko na część jest praktyką pokazującą poszanowanie każdego człowieka i jego potrzeb kulturowych. To, że do telewizji publicznej zawitało disco polo jest dobrym sygnałem dla innych gatunków muzycznych, które nigdy nie miały możliwości pokazania się na wielkim ekranie, który zarezerwowany był tylko dla wybranych. Pokazywanie na szklanym ekranie muzyki disco polo jest symbolem poszanowania woli słuchaczy, którzy chętnie słuchają tego typu muzykę. Takie stacje jak Polsat czy TVN już dawno zaczęły pokazywać szerokiemu gronu odbiorców muzykę disco polo przy okazji dużych imprez muzycznych, czy gali jubileuszowych. Telewizja publiczna w nowym rozdaniu postawiła na nowoczesność oraz trendy, jakie panują w danym roku nie zamykając się na cokolwiek. W poprzednim rozdaniu te same twarze czy programy puszczane były przez 10-20 lat, mimo że nie były już żadną konkurencją dla najbardziej popularnych stacji telewizyjnych. Otwarcie na muzykę Disco Polo jest sygnałem, że przy ustalaniu ramówki będzie brana pod uwagę popularność, a nie interesy prywatne osób, które mocno zakorzeniły się w TVP.

Rozładowanie korków płatniczych – czy poprawi sytuację w Polskim budownictwie?

Nowe zmiany o rozładowaniu zatorów płatniczych są nadzieją dla wszystkich, którzy realizują zlecenia, w których stroną są publiczni zamawiający. Problem zatorów płatniczych w Polsce jest poważnym problemem, który sprawia, że aż 89% przedsiębiorców nie dostaje w terminie zapłaty za wykonane roboty, usługi czy dostarczone towary -wynika z raportu Krajowego Rejestru Długów i Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce. Dlatego też Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii zamierza zaprezentować ustawę pozwalającą przyśpieszyć płatności, co poprawi płynność wielu gałęzi gospodarczych w Polsce. Wykonawcy robót, dostawcy usług czy towarów muszą niejednokrotnie czekać 190 dni na wynagrodzenie za wykonaną pracą. Ustawa w najbliższym czasie ma trafić do konsultacji społecznych z nadzieją, że zostanie przyjęta w sposób pozytywny. Resort proponuje konkretnie dziesięć rozwiązań, które mają rozładować zatory płatnicze. Pierwszą propozycją jest skrócenie terminu zapłaty za wykonane prace czy dostarczone usługi do 30 dni bez możliwości wydłużenia tego okresu. Oczywiście inwestorzy publiczni będą mogli dokonać płatności już dwa dni po otrzymaniu faktury. Z takich rozwiązań nie są do końca zadowolone podmioty wykonujące np.: autostrady czy drogi, ponieważ podstawą zapłaty są dokumenty odbioru robót, których uzyskanie trwa czasami ponad 30 dni. Dlatego lepszym rozwiązaniem dla przedsiębiorców byłoby wprowadzenie częściowej płatności za poszczególne elementy wykonywanych robót. Na nowych przepisach nie skorzystają podwykonawcy budowlani. Duże podmioty będą mogły w dalszym ciągu rozliczać się z nimi w terminie do 60 dni. Natomiast powszechną praktyką jest klauzura w umowach mówiąca o tym, że podwykonawcy otrzymują wynagrodzenie po 30 dniach od wystawienia faktury.

Rozładowanie korków płatniczych może w sposób znaczący poprawić płynność podmiotów budowlanych co w założeniu ma pomóc budżetowi Państwa. Dzisiaj przedsiębiorcy, mimo że nie otrzymują wynagrodzenia, ale wystawili fakturę to muszą w ustawowych terminach odprowadzać VAT. Przez brak gotówki dość często mają problemy z opłacaniem podatków co nie pozwala na pełną realizację budżetu. Nic nie dzieje się bez przyczyny i pomoc przedsiębiorcom ma być również pomocą dla budżetu Państwa w szybkim płaceniu podatków przez przedsiębiorców. Zatory płatnicze zwłaszcza w budownictwie były i są poważnym problemem, który ma wpływ na płynność finansową głównych wykonawców, jak i podwykonawców. Do tego dochodzą skomplikowane procesy odbioru prac, jak i sprawdzania ich jako kości, które wydłużają całą procedurę jeszcze bardziej. Wykonawcy, którzy realizuję wiele inwestycji jednocześnie są w stanie utrzymać płynność finansową, lecz gorzej jest z podwykonawcami, którzy nie mają tak dobrej sytuacji. Dlatego też tak często słyszymy o pogłębiających się problemach spowodowanych realizacją zadań publicznemu zamawiającemu. Szybkie płatności za wykonanie prac jest dobrym rozwiązaniem, które pomoże wszystkim stronom biorącym udział w procesie. Większa płynność finansowa pozwala na realizowanie większej ilości zadań przez taki podmioty w szybszym czasie co może mieć wpływ na niższe ceny robót. Podmioty nie będą musiały już korzystać z zewnętrznego finansowania, które było wliczane w koszty robót. Skutki zmiany przepisów mogą przynieść pozytywne efekty, zwiększając potencjał firm świadczących usługi czy sprzedających towary publicznym zamawiającym.

Kryzys w branży deweloperskiej czy doprowadzi do spadków cen mieszkań?

Ceny mieszkań u deweloperów w największych Polskich miastach są coraz wyższe. U większości deweloperów nie ma różnicy w cenie, mimo że są dla siebie konkurencją. Wysoki ceny mieszkań w stanie deweloperskim (surowym) oraz wysokie czynsze sprawiają, że mało kogo stać na zakup mieszkania. Sam zakup nie jest jeszcze takim wielkim problemem dla Polaków jak jego utrzymanie łącznie z kosztami energii elektrycznej, gazu czy wody. Składki te wraz z rozwojem dużych miast są coraz droższe. Kupując mieszkanie u dewelopera np.: za 450 000 zł trzeba zainwestować około 100 tys. z jego przygotowanie do mieszkania, czyli wykonanie łazienki, kuchni, zakup armatury sanitarnej czy podług. Wysokie ceny mieszkań sprawiają, że spada zainteresowanie ich zakupem co staje się poważnym problemem dla deweloperów. Pytanie, na które nigdy nie usłyszymy odpowiedzi brzmi ile naprawdę na metrze zarabiają deweloperzy? Opinii publicznej prezentuje się tylko ogólne wyniki finansowe spółki. Nie pokazuje się, jakie realnie koszty poniesiono na budowę, a jakie np.: na działania optymalizujące mające na celu niezapłacenie podatku. Wykazując stratę nie płacimy podatku co jest najkorzystniejsze dla firmy. Oczywiści takich danych nie poznamy nigdy i możemy się tylko domyślać ile zarabiają deweloperzy. Z jednej strony deweloperka działa na granicy opłacalności, a z drugiej strony powstaje coraz więcej firm deweloperskich. Gdzie zatem leży prawda i jaka ona jest? Po co tyle firm podejmuje się nowych inwestycji skoro ponoszą na tym straty? Dlaczego w dalszym ciągu stosują ten sam model biznesowy, jeśli nie są wstanie wygenerować zysków?
Odpowiedzi na te pytania pozostaną wielką zagadką, która jest kluczem do tajemnic deweloperów. Logiczne jest, że żaden z deweloperów nie powie swoim klientom, że zarabia 100 czy 150% na metrze kwadratowym, ponieważ mało kto zdecydowałby się na zakup takiego mieszkania i wymuszałby na deweloperze obniżkę ceny.

Niektórzy deweloperzy reklamują się wręcz hasłami, że taniej już nie będzie i trzeba kupić teraz, jeśli myślimy o własnym mieszkaniu. Triki marketingowe jak stosują firmy deweloperskie zaczynają stawać się wręcz żenujące. Spadek sprzedaży nowych mieszkań w największych Polskich miastach jest właśnie efektem wzrostu cen, który nie jest w żaden sposób uzasadniony ekonomicznie. Duże zapotrzebowanie na mieszkania w największych miastach stało się dla deweloperów okazją do sztucznego windowania cen co przekłada się na jeszcze wyższe zyski firm. Wszystko ma swój początek oraz koniec, co najbardziej było widoczne na Bitcoinie, którego kurs mocno poszybował w górę, a następnie spadł. Nic nie może rosnąć w nieskończoność i zyskiwać na swojej wartości przez 20 czy 30 lat z rzędu. Jest to zwyczajnie nie możliwe co pokazuje kryzys w branży deweloperskiej. Ceny mieszkań stały się tak wysokie, że spadła ich sprzedaż i wiele niezdecydowanych osób postanowiło poczekać na bardziej dogodny moment na zakup mieszkania. Wzrost cen mieszkań nie jest w żaden sposób uzasadniony, ponieważ na rynku nie dochodzi do zmian, których nie można by było przewidzieć. 6500 – 8000zł za metr mieszkania w Warszawie w stanie surowym to ceną, która coraz częściej jest nie do przyjęcia przez potencjalnych klientów. Zakup mieszkania za 7000zł za metr kwadratowy plus wykończenie to jakieś 9000zł za metr, na co mało kogoś dzisiaj stać. Jeśli polityka cenowa deweloperów się nie zmieni i nie zaczną obniżać cen, to kryzys może się pogłębić, co odbije się na mniejszej dostępności nowych mieszkań.